wtorek, 11 sierpnia 2015

Poznany na nowo - Ona i Neymar R.21

Rafaella stała i przez chwilę nie wydobyła z siebie ani słowa. Spuściła głowę w dół. Zastanawiałem się czy to w ogóle ma sens. W pewnym momencie po prostu nie wytrzymałem. - Masz z czymś problem? - zapytałem
- Wiesz... nie wiedziałam że ona jest dla ciebie taka ważna... nie musisz ze mną lecieć.... Teraz powinieneś ją wspierać... - odparła
- Ale... powinienem teraz wpierać rodzinę w tak trudnych chwilach.. - powiedziałem
- Damy sobie radę. Rodzice na pewno będą szczęśliwy że jesteś tu dla kogoś. - powiedziała
- Dobrze... to zadzwoń do mnie jak stan taty się polepszy ok? - zapytałem i powoli cofałem kroki.
- Jasne! Powodzenia z Sonią! - wykrzyknęła
Szybko pobiegłem do szpitala. Chciałem podzielić się tą wiadomością z Sonią.
W mgnieniu oka byłem już na miejscu. Gdy byłem na korytarzy zauważyłem jak lekarze pomagają Sonii wstać z łóżka, i wsiąść na wózek. Wpatrywałem się w nią z bólem. Nagle zatrzymała się przy mnie.
- A ty jeszcze tu? - zapytała
- Tak! Nigdzie nie odlatuję! Zostaję tu! - powiedziałem
- Sonia chciała mnie przytulić ale postawa w jakiej była nie dała jej tego zrobić. Postanowiłem ułatwić jej zadanie i lekko się pochyliłem.
- Muszę jeszcze iść na badania... wtedy lekarze będą wiedzieć czy wszystko jest już ok. - odparła
Po drodze po korytarzu napotkałem się na Martynę. Widać że znów miała mi coś do powiedzenia.
-  Ney! Znam już rozwiązanie tej zagadki! - powiedziała
- Jakiej zagadki?
- Słyszałam wtedy rozmowę Maxa i Elsy.... to Max popchnął Sonię a Elsa cię wtedy okradła! - powiedziała
- Ale kiedy to słyszałaś? Jak? - zapytałem z niedowierzaniem
- W parku! Podsłuchałam ich! Aha i jeszcze jedno! Nie jestem w ciąży! Lekarz powiedział mi że mogłam kupić sfałszowany test! - odparła
Po tej wypowiedzi Martyny trochę mi przeszło. Usiadłem na krześle i czekałem aż Sonia wyjdzie gabinetu. Byłem naprawdę niecierpliwy. Gdy już przyszedł na to czas wyszła szczęśliwa.
- I co? - zapytałem
- Możemy wracać do domu! - odparła
Mimo iż Sonia nie mogła chodzić to i tak cieszyłem się że nic poważnego jej nie jest. Pomagałem jeszcze spakować rzeczy Sonii z szpitala w walizkę.
- Dziękuję że przy mnie jesteś! - odparła cicho
- Zawsze będę.... - odpowiedziałem
Wyszliśmy z pokoju. Trzeba było jeszcze podejść do recepcji i Sonia była wolna. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę do domu. Gdy przekroczyliśmy już próg, Sonia popatrzyła na wnętrze salonu. Była szczęśliwa że właśnie wróciła do swojego otoczenia. Postanowiliśmy że na krótki czas zamieszkamy razem a potem czas pokaże.....
( Z perspektywy Sonii)
Nie byłam bardzo zła na Neya... w końcu to nie była do końca jego wina. Cieszę się że już wybrał. Byłam też szczęśliwa że zamieszkaliśmy razem. Nie sądziłam że to wszystko tak się potoczy... mimo iż na początku nie darzyłam do niego sympatii to i tak jestem naprawdę szczęśliwa że mam takiego chłopaka jak on. Martyna odwiedziła nas parę dni później i przeprosiła... szczerze mówiąc nawet nie wiem za co ale i tak wybaczyłam jej. W końcu to dzięki niej poznałam Neymara. Kiedy już myślałam że wszystko będzie dobrze.... nie było tak jak sobie myślałam... Kilka dni później miałam wysoką gorączkę i źle się czułam . Piekły mnie oczy i bolała głowa... Nie miałam siły wstać. Chciałam spać cały dzień. Na szczęście Ney zadzwonił po lekarza. Okazało się że jestem chora i powinnam leżeć całymi tygodniami... jeśli to nie pomoże znów wrócę do szpitala. Z jednej strony nie chciało mi się nic robić ale z drugiej chciałam wstać i pobiegać. Niestety... nie mogłam chodzić. Przy stoliku w jadalni siedział Ney i był trochę smutny. Chciałam do niego podejść. Pierwsza próba nie udała się i upadłam na podłogę. Druga też nie. Aż w końcu pomyślałam sobie dobrze o celu i 2 kroki już zrobiłam. Następne 2 było mi trochę trudniej zrobić ponieważ nie miałam się już czego trzymać. Nagle całą moją scenkę zauważył Neymar.
- Przecież powinnaś leżeć! - powiedział
- Ale chciałabym spróbować trochę poćwiczyć. - odparłam
- W takim stanie? - zapytał
- Czuję się już lepiej! - powiedziałam
Ney złapał mnie za tułów i rękę, i próbował mi pomóc. W pewnym momencie straciłam równowagę i upadłam na dywan wraz z Neymarem, Zaczęliśmy się śmiać a potem... a potem pocałowaliśmy się.

Poznany na nowo - Ona i Neymar R.20

Szybko schowałem telefon do kieszeni.
- Musisz gdzieś wyjść? - zapytała Sonia
- Ktoś chce się ze mną zobaczyć. To może chwilę potrwać. Za chwilę do ciebie wrócę. - powiedziałem
Gdy opuściłem już szpital, nic nie wskazywało na to że ktoś na mnie czeka. Zastanawiałem się czy to przypadkiem nie żart. Gdy już się cofałem nagle podeszła do mnie kobieta z notatnikiem i długopisem w dłoni.
- Przepraszam! Możemy porozmawiać? To zajmie tylko kilka minut! To ważne! - krzyknęła
- Nie mam teraz czasu! - odpowiedziałem
- To tylko kilka minut! Ja rozumiem ale muszę z tobą porozmawiać! Proszę! - nalegała
Wydawało mi się że znam już ten głos więc tylko dlatego zgodziłem się z nią porozmawiać.
- Dobrze.. to może chodźmy gdzieś gdzie nie ma tak dużo ludzi? - zapytałem
- Dobry pomysł! - odpowiedziała
Zatrzymaliśmy się przy małej kawiarni. Gdy zajęliśmy już miejsca przy stolikach, kobieta zdjęła okulary i chustkę z ust oraz rozpuściła warkocz.
- Rafaella? Dlaczego za mną przyjechałaś? - zapytałem
- Nie mogłam się tu dostać! Musiałam się ukrywać. Mam złą wiadomość. - odparła
- Skoro tu jesteś to musi to być coś poważnego... nie mogłaś mi tego powiedzieć dzwoniąc albo jakoś inaczej? Musiałaś tu przylecieć? - zapytałem
- Nie, ponieważ przyjechałam tu po ciebie. Nasz tata uległ wypadkowi.... on może umrzeć! Musi przejść przeszczep serca! Nie ma dawcy... Musisz wrócić! - krzyknęła
Zatkało mnie. W pewnej chwili zakręciła mi się łza w oku. Musiałem wrócić do domu ale nie chciałem zostawiać tu Sonii. Zresztą ta cała sytuacja wydawała się taka skomplikowana. Miałem w planie zabrać ze sobą Sonię. Nie chciałem być z nią w związku na odległość bo to nie zawsze dobrze się kończy. Wróciłem do szpitala. Po korytarzu szukałem lekarza bo miałem do niego ważne pytanie, Nigdzie nie mogłem go znaleźć. Nagle zauważyłem jak wychodził z pokoju Sonii. Zapytałem się go szybko o rzecz niezwykle szaloną jaką do tej pory chciałem zrobić. No dobra może było więcej rzeczy...
Zapytałem się go o to, czy Sonia może wyjść wcześniej z szpitala. Lekarz popatrzył na mnie zdziwiony a potem pokiwał głową.
- To niemożliwe! - odpowiedział
- Ale mówił pan że jej stan się polepszył... - odpowiedziałem z zażenowaniem
- Dziewczynę dopiero co wczoraj przywiozła karetka. Do tego musimy jeszcze przeprowadzić badania. Czy pan nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji? - zapytał
- Dobrze... rozumiem. - odpowiedziałem
Rzeczywiście, to było tak głupie.. Zostało mi już tylko jedno. Kolejny raz pożegnać się z Sonią.
Gdy usiadłem obok niej chyba zaczęła się domyślać że nie wszystko jest w porządku.
- Znów?.... - zapytała
- To już nie jest moja wina.... muszę wrócić... chciałem żebyś pojechała ze mną ale to nie możliwe!
- Dobrze... jedź! To chyba dla ciebie bardzo ważne... Nie musisz się o mnie martwić. Poradzę sobie. - odpowiedziała
- Ale.. i tak tu wrócę... nie wiem... za jakiś miesiąc.. może dwa
- Za dwa miesiące?  Czyli że... ech... nieważne... wytrzymam. Tylko obiecuj mi że tu wrócisz... znaczy nie do szpitala bo pewnie już wyjdę ale... że jeszcze kiedyś cię zobaczę... - odparła
Pocałowała mnie i oparła głowę o poduszkę. Powoli opuściłem pokój i wraz z Rafaellą zmierzałem w stronę wyjścia.
- Myślisz że to dobra decyzja? - zapytała
- Nie wiem! Ostatnio już w ogóle nie myślę... - odparłem
Rafaella spoglądała chwilę na obiekty obok niej. Wydawało mi się że ma jakieś wyrzuty sumienia...

1. ''Zawsze dążyłaś do celu, a teraz?''

Obudził mnie budzik, jak zwykle 6.30 pobudka.Poleżałam jeszcze chwilę w łóżku i przypomniał mi się wyjazd do Barcelony. Niby świetny pomysł, ale dobrze mi tu..
Jest tu wiele wspaniałych ludzi których naprawdę kocham, nie to że cioci czy wujka nie kocham, ale chyba wolała bym tu zostać.Muszę jeszcze pomyśleć nad tym wszystkim, ale jak się nie zgodzę to Anastazja mnie chyba zabije.. To jej marzenie od 15 lat. Z zamyśleń wyrwał mnie nie kto inny jak moja kochana siostrzyczka.
-Analu rusz tyłek bo się spóźnisz do szkoły! Zresztą jak zawsze ale to koniec roku więc.-Wykrzyczała pierwszą część zdania, za to drugą powiedziała nieco ciszej.
-Już najukochańsza Anastazjo!.-Lekko się zaśmiałam, ale uśmiech znikł z mojej twarzy, zaraz po tym jak przypomniało mi się że muszę jej powiedzieć co do moich przemyśleń.Wiem że do wyjazdu jeszcze tydzień, bilety na samolot niby też są.Ale cóż spróbuję jakoś o tym nie myśleć.
-No dobra ja już muszę iść, umówiłam się z Lucasem bo chciał o czymś pogadać.-Powiedziała lekko się uśmiechając. Już wiedziałam że coś ich łączy, ale zbyt długo to nie potrwa bo wyjeżdżamy.No kurczę! Ciągle o tym myślę! Musze chyba wszystko powiedzieć Dagmarze w szkole..
-Okej, mój ty gołąbeczku!.-Siostra dała mi buziaka w policzek i się uśmiechnęła jeszcze szerzej a następnie wyszła.Postanowiłam zadzwonić po Dagę, była jeszcze niecała godzina przed szkołą więc wolę jej to teraz powiedzieć niż mieć niemrawy uśmiech na twarzy przez cały dzień..
-Halo?.-Powiedziała przyjaciółka, lekko zachrypniętym głosem.
-Cześć Daga, chora jesteś czy jak?.-Odpowiedziałam szybko.Zależało mi żeby jej się wyżalić.Nie chce trzymać tego w sobie..
-Nie no co ty, po prostu trochę gardło mnie drapie ale to nic poważnego.A co się stało że dzwonisz?.-Powiedziała już bardziej rześkim głosem.
-Dlaczego mnie okłamujesz?.-Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Dlaczego mi nie wierzysz.-Tym razem to Daga tak postąpiła.
-No dobra, powiedzmy że Ci wierzę.To jak wpadasz do mnie?.-Powiedziałam a na samą myśl o wyjeździe posmutniałam wraz z moim głosem.
-Jasne, daj mi 5 minut, poza tym widzę że ktoś tu ma doła.-Powiedziała zadowolona z siebie, że to wykryła.
-No brawo sherlocku.Dobra pośpiesz się.Chodzi o Barcelone...-Powiedziałam starając się utrzymać poważny głos, ale za bardzo mi się to nie udało.Nie usłyszałam nic w odpowiedzi z ust Dagmary,słyszałam tylko dźwięk rozłączenia, 5 minut później Daga już tu była, ogarnęłam się trochę i ją wpuściłam.Przyjaciółka przytuliła mnie dając mi przy tym buziaka w policzek.
-No kochana o co chodzi? Jakiś dupek Cię zranił? Który to?! Neymar?!.-Powiedziała nieco rozśmieszonym tonem, natomiast mi nie było do śmiechu..
-Nie chodzi o facetów, po prostu...-zrobiłam krótką przerwę wzdychając ciężko.-Nie jestem przekonana co do wyjazdu.-powiedziałam i poczułam jak łza kręci się w moim oku.Zawsze chciałam spełniać marzenia innych a teraz sama je burze..Jestem straszna, no po prostu masakra.
-Ejj.. Mała ale jak to? Przecież to marzenie Anastazji..Zawsze dążyłaś do celu, a teraz? Ej stara nie poznaję cię.-Powiedziała z zaskoczeniem.
-Ja siebie też nie.Znałam się jako dobroduszną,prawdomówną i dążącą do celu a teraz burze marzenia innych.-Znów głośno westchnęłam.
-Wiesz nie będzie tak źle.Wspaniały hotel obok salonu twojej cioci,pokoje obok piłkarzy..Będzie ekstra! uwierz mi. Czy kiedykolwiek Cię okłamałam?.-Powiedziała nieco poważniejszym tonem.
-Tak,dziś rano.-Zaśmiałam się, chociaż nie miałam za bardzo na to ochoty.Pomimo mojego smutku na twarz wkradł się niepewny uśmiech.
-Oj nie przesadzaj,może za dzwonie po Leosia i weźmiemy wolne od szkoły? On nie ma dzisiaj treningu..Będzie fajnie.-Powiedziała wszystko na jednym tchu.
-No nie wiem, to ostatnie dni szkoły..Powinniśmy się przyłożyć trochę.-Powiedziałam stanowczo.Tak naprawdę tego potrzebowałam ale nie chciałam zawieść Anastazji.Leo był moim przyjacielem,pomimo tego pocałunku wczoraj..Byłam pijana,nie wiem dlaczego to zrobiłam.On ma żonę dzieci i wspaniałe życie.Nie chce mu tego popsuć, dlatego ustaliliśmy z Leo że o tym incydencie zapomnimy.Później z Dagą wróciłam ze szkoły, odrobiliśmy wspólnie lekcje a następnie poszliśmy na boisko.Trochę pograłyśmy i porobiłyśmy zdjęcia moim białym aparatem.Tak zleciały nam następne dni. Teraz liczy się tylko moja decyzja, nie mam czasu na nic, ciągle o tym myślę.. Szkołę skończyliśmy przedwczoraj, dostałam nagrodę w postaci 500 zł za najwyższą średnią w szkole.Myślałam i myślałam, aż doszłam do wniosku że warto przeżyć coś takiego.Poczytałam trochę bloga i zamknęłam laptopa, usiadłam na moim fotelu i po chwili odpłynęłam w krainę Morfeusza.Rano obudziłam się pozytywnie nastawiona do życia.Myślałam o Tomku,Cioci i wujku.Tak o Tomku, bardzo go lubiłam i traktowałam jak brata. Nie był nim na prawdę ale cóż.
Spakowałam wszystko co potrzebowałam i wyszłam na balkon. Rozejrzałam się i westchnęłam dość głośno, ale na szczęście Anastazja tego nie słyszała bo z tego co wiem aż tak głośno nie wzdycham.
Po chwili poczułam wibrowanie w jednej z tylnich kieszeni.Domyśliłam się że to telefon więc odblokowałam go i odczytałam s-m-s'a od cioci Rity. Jego treść brzmiała tak ;

''Droga Analu, wasz lot został przełożony na dziś wieczór. Dokładna godzina to 19.05, chciała bym Cię od razu przeprosić że tak późno Ci to mówię ale dopiero teraz mam dostęp do telefonu.Klienci i te sprawy.''

                                                Buziaki Rita.

Zdziwiłam się,a nawet bardzo bo mieliśmy wylatywać dopiero za 5 dni, przecież muszę jeszcze tyle rzeczy kupić! Bez zastanowienia pobiegłam na dół, o mało co się przy tym nie zabijając podbiegłam zdyszana do Anastazji i wytłumaczyłam wszystko czego się dowiedziałam po kolei. Następnie w pośpiesznym ruchu wsiadłyśmy na jej motor i pojechałyśmy do jednego z większych centrum handlowych, w między czasie zjawiła się tu Dagmara, do której wysłałam s-m-s'a że to jednak dziś jedziemy.Dziewczyna przyjechała dość dużym busem żeby było miejsce na zakupy i motor.Wszyscy byliśmy na miejscu przed 17 więc zapakowaliśmy to co kupiłyśmy specjalnie na podróż. Ja wraz z Anastazją kupiłyśmy laptopa na którego odkładaliśmy 2 miesiące.Co prawda mamy 1 ale lubimy dwie różne rzeczy więc po co się męczyć i tak co chwilę wymieniać. Nowy laptop wzięła Anastazja bo był czarny, a ja zdecydowanie wolę biały więc nie musieliśmy się martwić.Miałam spakowany już nawet bagaż podręczny chociaż dochodziła dopiero 18. Postanowiliśmy po obchodzić większość kumpli żeby się pożegnać. Leo już dawno wiedział o całym incydencie od ciotki. O 18.50 byliśmy już na lotnisku, ja sprawdziłam swój bagaż podręczny czy aby na pewno wszystko mam dodałam też na moją walizkę duży napis koloru różowego w neonie, pisało tam 'Verges Analu', moja kochana siostra zrobiła to samo tyle że napis Analu zmieniła na Anastazję. Była 19.04, gdy nagle rozległ się dźwięk i jakaś pani zaczęła coś mówić że goście którzy mają na biletach klasę numer 1 są proszeni jako pierwsi, przelotnie zerknęłam na bilet szybko znajdując na nim 1.
Podróż minęła nam dobrze, pomimo że Dagmara ma chorobę lokomocyjną to było całkiem dobrze.
Ogólnie siedziałam z Leo, na co dziewczyny się trochę zdziwiły bo wiedziały o po przednim zajściu ale je rozumiałam. Oglądaliśmy filmy, robiliśmy zdjęcia i wszystko wysyłaliśmy znajomym jego i moim.Nie obeszło się również od dokuczania innym pasażerom, dlatego też przyrzekli że więcej na to lotnisko nogi nie postawią.Dowiedziałam że również wielu rzeczy o Ney'u i rodzinie Messich jak  i całej drużyny. Bardzo miło się z nim rozmawia i naprawdę jest duszą towarzystwa.
Chwilę później usłyszeliśmy ten sam głos który tym razem mówił o zapięciu pasów ponieważ lądujemy. Ktoś jeszcze dzwonił do Leo, był to nie kto inny jak Neymar, wypytywał się wszystkiego.. Gdzie to lotnisko z kim siedział i te sprawy. Ney powitał nas bardzo miło, wniósł wraz z Lionelem nasze bagaże do do samochodu a nam samym kazał usiąść. Leoś zachęcał mnie żebym usiadła z przodu 'No wiecie chce żeby Ney miał w końcu jakąś porządną dziewczynę i stały związek' ale ja mu ciągle zaprzeczałam, W końcu to Dagmara była dziewczyna Juniora, usiadła obok niego ciągle rozmawiając przez telefon z tym swoim Davidem. Podróż minęła szybko, nim się obejrzeliśmy byliśmy już w swoich pokojach z bagażami. Miałam pokój naprzeciwko Leo i Ney'a a ja mój dzieliłam z Anastazją i Dagmarą. Był cudny, salon, mała kuchnia, dwie toalety, i 3 łóżka w jednej sypialni.
-O patrzcie dwuosobowe!.-Wykrzyczała ze śmiechem Daga, przy czym po chwili dodała.-W razie czego..-Znów zaczęła chichotać i to raz popatrzała na mnie a raz na Anastazję.
-Daga, może też tu kogoś poznasz...-Wypaliłam z szerokim uśmiechem na ustach.
-Ej ale przecież dobrze wiesz że ona ma chłopaka.-Dodała Anastazją wtrącając się.
-No właśnie.-Tym razem to Dagmara znów coś powiedziała.
-Oj przecież tylko żartuję.-Poruszałam zabawnie brwiami.
-Dobra dobra, koniec żartów trzeba iść gdzieś na miasto i się zabawić, w końcu trzeba to opić.-Powiedziała z lekkim śmieszkiem Daga.
-Po co w ogóle gdzieś wychodzić skoro obok nas mieszka cała ekipa świetnych piłkarzy?.-Powiedziałam bez zastanowienia.
-Co racja to racja.-Znów wtrąciła Anastazja.
Po chwili ja z Dagmarą poszłyśmy do sklepu po ciastka,ciasta alkohol i te sprawy.Wzięłam również papierosy w razie czego, przy tym zakupie musiałam wyciągać dowód i pokazać.Trochę wkurzyła mnie ta babka, ale było minęło.Gdy wróciliśmy byli tam już Dani,Ney, Leo,Gerard wraz z Shakirą,Antonella i Melisa. Praktycznie wszyscy byli.Ejj ale chwila moment gdzie jest Anastazja?
Poszłam jej szukać, zaglądałam do każdego z pokoi.Po chwili zobaczyłam coś czego chyba nigdy nie zapomnę...

--------------------------------------
No więc trochę polepszyłam ten
rozdział =D Teraz jestem z niego 
dumna na 99,99%. No więc
to już wszystko. Czekajcie na
nexta ;3 Może się pojawić jutro
lub za 3 dni. To zależy od weny.
Oky paaa ;33 /Melissa 

Ps; Komentujesz = Motywujesz =3






Poznany na nowo - Ona i Neymar R.19

W tej dziewczynie siedział wielki potencjał. Miała w sobie wiele energii którą miałaby zmarnować. I to wszystko praktycznie przeze mnie.
Jest stan znów zaczął siĘ gwałtownie pogarszać. Znów miałem za zadanie wezwać lekarza. Wyszedłem na dwór, na świeże powietrze. W tedy przypomniałem sobie
że Martyna miała mi coś do powiedzenia. Wróciłem do szpitala. Zauważyłem że Ma rozmawia z Maxem. Podsłuchałem ich rozmowę.
- Max! Muszę ci coś powiedzieć! Ty jesteś ojcem dziecka! - powiedziała
- To nie możliwe! Ale ja jestem bezpłodny! - odpowiedział
                                                                                                     
W takim razie to ja jestem jego ojcem. Cały mój świat się załamał. Wtedy podeszła do mnie Martyna.
- Ney, ja muszę ci coś powiedzieć! - podeszła i oznajmniła
- Wszystko wiem, słyszałem. No nic. Za głupotę się płaci. - powiedziałem
- Ale ty też nie jesteś ojcem dziecka! - powiedziała
- Jak to... Nie rozumiem - odparłem
- No bo, bo według testu ty nie jesteś ojcem dziecka, więc wiedziałam że to Max...
- Martyna... dorośnij. - powiedziałem i wyszedłem ze szpitala
Musiałem sobie wszystko poukładać. Szczerzę to nie czułem żebym był z Martyną. Ale.... skoro ani ja, ani Max nie jest ojcem dziecka to musiała mieć kogoś
innego. Na głowie miałem jeszcze jedno. Kto podkłada mi narkotyki, oraz popchnął Sonię. Skoro Sonia nie mogła chodzić, to ja mogłem zrobić jej niespodziankę.
Miałem już przygotowany plan. Wybrałem się jeszcze do jakiegoś jubilera żeby kupić coś w przeprosini dla Sonii. Nagle z krzaków wybiegł ktoś w masce
i napadł na mnie. Na szczęście moje znajomości z boksem mi się przydały i napastnik w kilku sekundach był zakrwawiony do pasa. Gdy już go udupiłem zdjołem mu jego zamaskowanie
zrobione z skarpetki w której poprostu wyciął dziury. Nie mogłem uwierzyć kogo tam zauważyłem. To był mój najlepszy przyjaciel. Marcus.
Szybko chciał uciec ale ja zadzwoniłem po policję.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałem
- Bo jesteś skończonym idiotą. Masz wszystko a ja nic! - powiedział
- Jesteś jeszcze bardziej żałosny ty dredowata szmato. - odparłem
Policja zabrała Marcusa. Zagadkę z Laną miałem rozwiązaną. Teraz jeszcze tylko narkotyki i Sonia.
Gdy to wszystko się skończyło kupiłem Sonii pierścionek za którego wydałem 2000$. Miałem nadzieję że jej się spodoba. W szpitalu znów zawitał mnie lekarz.
Okazało się że Sonia czuję się już lepiej i zostanie w szpitalu jeszcze przez tydzień. Podarowałem prezent Sonii.
- Podoba ci się? - zapytałem
- To jest śliczne! Ale nie musiałeś! - odparła
Nagle do pokoju weszli jej rodzice.
- Co wy tu robicie? Skąd wiedzieliście że tu będę? - zapytała Sonia
- Martyna nas poinformowała. A to kto? Wydaję mi się że gdzieś już widziałam te twarz. - powiedziała mama Sonii
- Tak, to Neymar mój chłopak - powiedziała
- Neymar? Ten piłkarz? Nie wierzę - powiedział jej tata
- To ja nie będę przeszkadzał i pójdę - powiedziałem i wyszedłem
Jej rodzice nie wydawali się zbyt przyjaźni. Zamyśliłem się czy w ogólę mnie lubią. Pewnie nie wiedzą że to ja byłem sprawdzą wypadku.
Zostawiając wszystko pojechałem na trening. Niedługo będę grał mecz w polsce. Muszę się przygotować i zrobić na Sonii dobre wrażenie. Na miejscu
powitali mnie koledzy z zespołu ale nie było tam tej samej energi jak zawsze. Wszyscy byli tacy przygnębieni. Nie było żartów, ani rozmów. Sam nie czułem się
lepiej ale sama myśl że jestem z Sonią to było dla mnie coś. Chciałem już stamtąd iść ale nie mogłem. Chciałem już tylko rozkochiwać w sobie Sonię.
Gdy trening się zakończył szybko pojechałem do szpitala. Podszedłem do Sonii i chciałem ją pocałować. Nagle do pokoju znów weszli jej rodzice.
- Przeszkadzamy wam w czymś? - zapytała jej mama
- Mamo, ja rozumiem że tak się o mnie troszczysz ale... chcę też trochę pobyć z Neyem... sama... - powiedziała
- A właśnie... jak jest już tu Neymar to może się trochę lepiej zapoznamy? - zaproponowała matka
Po krótkiej rozmowie która nie była zbyt udana kobieta wyjeła z torby telefon. Po chwili zmieżała w stronę wyjścia.
- Aha i jeszcze jedno Neymar... nie musisz do mnie mówić ,,proszę pani'' mam na imię Jolanta. - powiedziała
Gdy już wyszła Sonia była trochę zdenerwowana.

- Całkiem miła ta twoja mama.... - odparłem
- Daj spokój... nie rozumiem jej. Wydaję mi się że się zmieniła. Ale w końcu jesteśmy sami! - powiedziała
Po tych słowach między nami pojawiły się namiętne pocałunki.
- Chcę już stąd wyjść! Proszę! Mógłbyś mnie uwolnić jak księżniczkę z wysokiej wierzy którą zamkneła zła matka? - zapytała
- Bardzo bym chciał ale musisz tu jeszcze spędzić tydzień! - powiedziałem
- Nie wytrzymam tu ani chwili dłużej! Czuję się jak w więzieniu! Zabierz mnie do domu! - odparła
- Zabiorę cię. I nigdy nie porzucę! - powiedziałem
W tym samym czasie doszedł do mnie sms. Ktoś chciał abym szybko spotkał się z nim na zewnątrz.

Prolog i Info

                                                                   Cześć ;3
Dawno mnie tutaj nie było.. Ale nie mam weny na obecne opowiadanie, nie podoba mi się to co dotychczas pisałam, chociaż te 3 rozdziały dały mi do myślenia. Obecnie w głowie mam inne pomysły, nie jeden z nich na pewno się tu pojawi.
Dzisiaj mam jeszcze w planach dodać prolog i 1 część ''NOWEGO'' opowiadania.Mam nadzieję że to wyjdzie mi lepsze.
Tym razem postaram się dodawać opowiadania, co trzy dni, tak jak mówiłam wcześniej. ;p
No więc myślę że to na tyle, i że mogę przejść do prologu.
             
         
                                                          GŁÓWNI BOHATERZY
  Neymar Da Silva Santos Jr. 23l.                    

Młody piłkarz Neymar, mieszkający w Barcelonie, jego rodzinny dom znajduję się w Brazylii, to tam chłopak się urodził.
Jest napastnikiem FC Barcelony od 2013r. na pozycji napastnika   z numerem 11.Jego najlepszym przyjacielem jest Dani Alves,        który również należy do FC Barcelony jak i reprezentacji              Brazylii. Zaraz po Danim jest Lionel Messi który był i jest jego     idolem. Ney ma również siostrę Rafaellę. Pewnego słonecznego   dnia Neymar spotyka dwie dziewczyny które wywracają mu świat do góry nogami.      










                                                                                                           Analu Verges  18l.
Argentyjka, urodziła się w Argentynie 15.08.1997r. Ma siostrę Anastazję o rok starszą, urodzoną tego samego dnia oraz miesiąca. Siostry są ze sobą bardzo zżyte ponieważ mieszkają same w Argentynie, ich rodzice pracują w Kanadzie i co miesiąc przysyłają im 6 tysięcy na rachunki itp. Ana jest dobroduszna i przyjacielska, bardzo lubi pomagać innym ludziom a zwłaszcza najbliższym. Nie można tak że zapomnieć o jej innych pasjach takich jak taniec,fotografowanie i piłka nożna. Jej ulubionym klubem jest FC Barcelona. Jej idolami są Neymar i Messi z czego Leo jest jej przyjacielem, tak samo jak Anastazi. Siostry mają w planach przeprowadzkę już w te wakacje do słonecznej Barcelony. Wraz z przyjaciółką Dagmarą odliczają dni do wakacji. Ana w wieku 18 lat, co nastąpi nie długo będzie studiować psychologię.


       

        Anastazja Verges 19l.
                                                         
 Ambitna, szalona i piękna. Takie okreśelnia padają w stornę Anastazji.. Ma wielu przyjaciół ponieważ jest łatwowierna. Nie daję sobą pomiatać, ale za to ma zaufaną przyjaciółkę którą jest jej siostra. Anastazja ma kilka pasji, motocykle i siatkówka są na pierwszym miejscu. Kibicuje Barcelonie od roku.Jej siostrą ją do tego przekonała. Teraz studiuję informatykę. Interesują ją komputery jak i grafika. Jej idolem jest Messi i Neymar. Leo nie jest do końca jej przyjacielem ponieważ było międzi nimi wiele kłótni. Anastazja gdy gdzieś wychodzi ma wszystko 'dopięte na ostatni guzik', jest poukładaną i szaloną dziewczyną.Ostatnio Anastazję zainteresował rock i rap. Nie ma takiej osoby która by nie lubiła Anastazji.Dziewczynę tą można łatwo zdenerwować ponieważ ma cechę ambitna. U ludzi bardzo ceni cechy takie jak szczerość.

   

                                                                                                        Dagmara Arias l.18
                                                             
Przyjaciółka sióstr, jest kanadyjką. Rodzice Verges'ów poznały ją z dziewczynami.
Utrzymuje kontak z rodziną. Zna również Neymara. Idola dziewczyn, i wie że to co piszą o nim media to całkowita nieprawda. Zna całą drużynę FCB i utrzymuje z nimi kontakt przez skype, rzadko kiedy pojawia się na meczach ponieważ nie ma zbyt blisko.
Była kiedyś z Juniorem, lecz ją zdradził. Związek trwał nie cały miesiąc, od tej pory Dagmara nie ma do niego całkowitego zaufania.Studiuję na nauczycielkę Angielskiego i Hiszpańskiego. Z obu języków jest wspaniała i potrafi mówić płynnie, chociaż mieszkała na Kanadzie.Ma chłopaka Davida, pochodzi on z Brazylii poznali się na jednym z meczy. Bardzo go kocha i nie chce stracić bo nie raz miała chwilę słabości gdy się cięła.



                    Rita Gonzalezz 33l.
Ciotka sióstr jak i siostra ich mamy.Pozwala Dagmarze mówić do siebie ''ciociu''.Ma męża i jedno dziecko w wieku 6 lat.Ma własny salon kosmetyczny. Mieszka w Barcelonie we własnym mieszkaniu które jest zbudowane z myślą o Analu i Anastazji. Są w nim 4 sypialnie i 2 łazienki oraz przepiękny taras.Rita jest uczciwą kobietą która kocha kosmetyki i ubrania. W weekend'y nie można jej poznać gdyż chodzi bez makijażu w sportowych ciuchach na siłownię.Rita dba o wygląd nie tylko swój.Kocha swoje siostrzenice nad życie i traktuje je jak własne dzieci. Z siostrą Candelarią 'matką jej siostrzenic' jest również zżyta.Prowadzi również własną markę kosmetyków oraz ubrań. Ona również ma dobry kontakt z Neyem i wgl chłopakami z Barcy, niektórzy nawet czasem kupują jej ubrania.






                                                                                                               Lionel Messi 28l.
Legendarny piłkarz, przyjaciel głównych bohaterów. Dużo swojego cennego czasu poswięca człokom swojej paczki przyjaciół, piłce nożnej oraz swojej żonie a przede wszystkim swojej rodzinie. Pomaga innym rozwiązywać trudne problemy, i nienawidzi ludzi hamskich, nieszczęśliwych i tak zwanych ,,kozaków''. To on króluje w towarzystwie innych. Szanuje innych i zawsze wyciągnie przyjacielską dłoń.Zna się z Neymarem od 2 lat ale czują się jakby znali się z dobre 20.Przyjaźnił się również z Aną i Anastazją ale z Analu łączyło go zdecydowanie coś więćej.

                                                               RESZTA BOHATERÓW
1.Marcus Gonzalezz - Wujek Analu i Anastazji.
2.Cały zespół FCB
3.Partnerki piłkarzy
4.Tomasz Gonzalezz - Syn Marcusa i Rity.
5.Luis Enquire - Trener FCB
6.Rafaella Da Silva Santos - Siostra Juniora
7.POZOSTALI