Szybko schowałem telefon do kieszeni.
- Musisz gdzieś wyjść? - zapytała Sonia
- Ktoś chce się ze mną zobaczyć. To może chwilę potrwać. Za chwilę do ciebie wrócę. - powiedziałem
Gdy opuściłem już szpital, nic nie wskazywało na to że ktoś na mnie czeka. Zastanawiałem się czy to przypadkiem nie żart. Gdy już się cofałem nagle podeszła do mnie kobieta z notatnikiem i długopisem w dłoni.
- Przepraszam! Możemy porozmawiać? To zajmie tylko kilka minut! To ważne! - krzyknęła
- Nie mam teraz czasu! - odpowiedziałem
- To tylko kilka minut! Ja rozumiem ale muszę z tobą porozmawiać! Proszę! - nalegała
Wydawało mi się że znam już ten głos więc tylko dlatego zgodziłem się z nią porozmawiać.
- Dobrze.. to może chodźmy gdzieś gdzie nie ma tak dużo ludzi? - zapytałem
- Dobry pomysł! - odpowiedziała
Zatrzymaliśmy się przy małej kawiarni. Gdy zajęliśmy już miejsca przy stolikach, kobieta zdjęła okulary i chustkę z ust oraz rozpuściła warkocz.
- Rafaella? Dlaczego za mną przyjechałaś? - zapytałem
- Nie mogłam się tu dostać! Musiałam się ukrywać. Mam złą wiadomość. - odparła
- Skoro tu jesteś to musi to być coś poważnego... nie mogłaś mi tego powiedzieć dzwoniąc albo jakoś inaczej? Musiałaś tu przylecieć? - zapytałem
- Nie, ponieważ przyjechałam tu po ciebie. Nasz tata uległ wypadkowi.... on może umrzeć! Musi przejść przeszczep serca! Nie ma dawcy... Musisz wrócić! - krzyknęła
Zatkało mnie. W pewnej chwili zakręciła mi się łza w oku. Musiałem wrócić do domu ale nie chciałem zostawiać tu Sonii. Zresztą ta cała sytuacja wydawała się taka skomplikowana. Miałem w planie zabrać ze sobą Sonię. Nie chciałem być z nią w związku na odległość bo to nie zawsze dobrze się kończy. Wróciłem do szpitala. Po korytarzu szukałem lekarza bo miałem do niego ważne pytanie, Nigdzie nie mogłem go znaleźć. Nagle zauważyłem jak wychodził z pokoju Sonii. Zapytałem się go szybko o rzecz niezwykle szaloną jaką do tej pory chciałem zrobić. No dobra może było więcej rzeczy...
Zapytałem się go o to, czy Sonia może wyjść wcześniej z szpitala. Lekarz popatrzył na mnie zdziwiony a potem pokiwał głową.
- To niemożliwe! - odpowiedział
- Ale mówił pan że jej stan się polepszył... - odpowiedziałem z zażenowaniem
- Dziewczynę dopiero co wczoraj przywiozła karetka. Do tego musimy jeszcze przeprowadzić badania. Czy pan nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji? - zapytał
- Dobrze... rozumiem. - odpowiedziałem
Rzeczywiście, to było tak głupie.. Zostało mi już tylko jedno. Kolejny raz pożegnać się z Sonią.
Gdy usiadłem obok niej chyba zaczęła się domyślać że nie wszystko jest w porządku.
- Znów?.... - zapytała
- To już nie jest moja wina.... muszę wrócić... chciałem żebyś pojechała ze mną ale to nie możliwe!
- Dobrze... jedź! To chyba dla ciebie bardzo ważne... Nie musisz się o mnie martwić. Poradzę sobie. - odpowiedziała
- Ale.. i tak tu wrócę... nie wiem... za jakiś miesiąc.. może dwa
- Za dwa miesiące? Czyli że... ech... nieważne... wytrzymam. Tylko obiecuj mi że tu wrócisz... znaczy nie do szpitala bo pewnie już wyjdę ale... że jeszcze kiedyś cię zobaczę... - odparła
Pocałowała mnie i oparła głowę o poduszkę. Powoli opuściłem pokój i wraz z Rafaellą zmierzałem w stronę wyjścia.
- Myślisz że to dobra decyzja? - zapytała
- Nie wiem! Ostatnio już w ogóle nie myślę... - odparłem
Rafaella spoglądała chwilę na obiekty obok niej. Wydawało mi się że ma jakieś wyrzuty sumienia...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz