wtorek, 11 sierpnia 2015

Poznany na nowo - Ona i Neymar R.19

W tej dziewczynie siedział wielki potencjał. Miała w sobie wiele energii którą miałaby zmarnować. I to wszystko praktycznie przeze mnie.
Jest stan znów zaczął siĘ gwałtownie pogarszać. Znów miałem za zadanie wezwać lekarza. Wyszedłem na dwór, na świeże powietrze. W tedy przypomniałem sobie
że Martyna miała mi coś do powiedzenia. Wróciłem do szpitala. Zauważyłem że Ma rozmawia z Maxem. Podsłuchałem ich rozmowę.
- Max! Muszę ci coś powiedzieć! Ty jesteś ojcem dziecka! - powiedziała
- To nie możliwe! Ale ja jestem bezpłodny! - odpowiedział
                                                                                                     
W takim razie to ja jestem jego ojcem. Cały mój świat się załamał. Wtedy podeszła do mnie Martyna.
- Ney, ja muszę ci coś powiedzieć! - podeszła i oznajmniła
- Wszystko wiem, słyszałem. No nic. Za głupotę się płaci. - powiedziałem
- Ale ty też nie jesteś ojcem dziecka! - powiedziała
- Jak to... Nie rozumiem - odparłem
- No bo, bo według testu ty nie jesteś ojcem dziecka, więc wiedziałam że to Max...
- Martyna... dorośnij. - powiedziałem i wyszedłem ze szpitala
Musiałem sobie wszystko poukładać. Szczerzę to nie czułem żebym był z Martyną. Ale.... skoro ani ja, ani Max nie jest ojcem dziecka to musiała mieć kogoś
innego. Na głowie miałem jeszcze jedno. Kto podkłada mi narkotyki, oraz popchnął Sonię. Skoro Sonia nie mogła chodzić, to ja mogłem zrobić jej niespodziankę.
Miałem już przygotowany plan. Wybrałem się jeszcze do jakiegoś jubilera żeby kupić coś w przeprosini dla Sonii. Nagle z krzaków wybiegł ktoś w masce
i napadł na mnie. Na szczęście moje znajomości z boksem mi się przydały i napastnik w kilku sekundach był zakrwawiony do pasa. Gdy już go udupiłem zdjołem mu jego zamaskowanie
zrobione z skarpetki w której poprostu wyciął dziury. Nie mogłem uwierzyć kogo tam zauważyłem. To był mój najlepszy przyjaciel. Marcus.
Szybko chciał uciec ale ja zadzwoniłem po policję.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałem
- Bo jesteś skończonym idiotą. Masz wszystko a ja nic! - powiedział
- Jesteś jeszcze bardziej żałosny ty dredowata szmato. - odparłem
Policja zabrała Marcusa. Zagadkę z Laną miałem rozwiązaną. Teraz jeszcze tylko narkotyki i Sonia.
Gdy to wszystko się skończyło kupiłem Sonii pierścionek za którego wydałem 2000$. Miałem nadzieję że jej się spodoba. W szpitalu znów zawitał mnie lekarz.
Okazało się że Sonia czuję się już lepiej i zostanie w szpitalu jeszcze przez tydzień. Podarowałem prezent Sonii.
- Podoba ci się? - zapytałem
- To jest śliczne! Ale nie musiałeś! - odparła
Nagle do pokoju weszli jej rodzice.
- Co wy tu robicie? Skąd wiedzieliście że tu będę? - zapytała Sonia
- Martyna nas poinformowała. A to kto? Wydaję mi się że gdzieś już widziałam te twarz. - powiedziała mama Sonii
- Tak, to Neymar mój chłopak - powiedziała
- Neymar? Ten piłkarz? Nie wierzę - powiedział jej tata
- To ja nie będę przeszkadzał i pójdę - powiedziałem i wyszedłem
Jej rodzice nie wydawali się zbyt przyjaźni. Zamyśliłem się czy w ogólę mnie lubią. Pewnie nie wiedzą że to ja byłem sprawdzą wypadku.
Zostawiając wszystko pojechałem na trening. Niedługo będę grał mecz w polsce. Muszę się przygotować i zrobić na Sonii dobre wrażenie. Na miejscu
powitali mnie koledzy z zespołu ale nie było tam tej samej energi jak zawsze. Wszyscy byli tacy przygnębieni. Nie było żartów, ani rozmów. Sam nie czułem się
lepiej ale sama myśl że jestem z Sonią to było dla mnie coś. Chciałem już stamtąd iść ale nie mogłem. Chciałem już tylko rozkochiwać w sobie Sonię.
Gdy trening się zakończył szybko pojechałem do szpitala. Podszedłem do Sonii i chciałem ją pocałować. Nagle do pokoju znów weszli jej rodzice.
- Przeszkadzamy wam w czymś? - zapytała jej mama
- Mamo, ja rozumiem że tak się o mnie troszczysz ale... chcę też trochę pobyć z Neyem... sama... - powiedziała
- A właśnie... jak jest już tu Neymar to może się trochę lepiej zapoznamy? - zaproponowała matka
Po krótkiej rozmowie która nie była zbyt udana kobieta wyjeła z torby telefon. Po chwili zmieżała w stronę wyjścia.
- Aha i jeszcze jedno Neymar... nie musisz do mnie mówić ,,proszę pani'' mam na imię Jolanta. - powiedziała
Gdy już wyszła Sonia była trochę zdenerwowana.

- Całkiem miła ta twoja mama.... - odparłem
- Daj spokój... nie rozumiem jej. Wydaję mi się że się zmieniła. Ale w końcu jesteśmy sami! - powiedziała
Po tych słowach między nami pojawiły się namiętne pocałunki.
- Chcę już stąd wyjść! Proszę! Mógłbyś mnie uwolnić jak księżniczkę z wysokiej wierzy którą zamkneła zła matka? - zapytała
- Bardzo bym chciał ale musisz tu jeszcze spędzić tydzień! - powiedziałem
- Nie wytrzymam tu ani chwili dłużej! Czuję się jak w więzieniu! Zabierz mnie do domu! - odparła
- Zabiorę cię. I nigdy nie porzucę! - powiedziałem
W tym samym czasie doszedł do mnie sms. Ktoś chciał abym szybko spotkał się z nim na zewnątrz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz