Popatrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Próbowaliśmy wstać. Ciężko było ale robiłam coraz większe postępy. W połowie podniosłam się sama. Nie chciałam siedzieć na wózku do końca życia. Chodziliśmy też trochę po dworze. Zanim się obejrzeliśmy była już 21:00 i trzeba było zjeść kolację. Próbując ustać w miejscu, zabrałam z lodówki potrzebne składniki i opierając się o blat próbowałam je pokroić. Nie udawało się. Nie mogłam kroić jedną ręką, bo drugą musiałam się trzymać blatu. Nagle podszedł do mnie Ney.
- Może ci pomóc? - zapytał
- Chyba nie dam sobie rady bez ciebie! - odparłam
- Pomógł mi kroić i jednocześnie nie upaść.
Potem zjedliśmy kolację i poszliśmy jeszcze odpocząć na tarasie. Kilka dni później musiałam przejść kolejne badania. Troszkę się stresowałam. Bałam się że lekarz wystawi mi złą diagnozę. Nie chciałam aby się tak stało. Wtedy moje życie by się zawaliło.. co ja mówię... moje życia zawaliło by się gdyby nie było przy mnie Neya.... weszliśmy do gabinetu. Lekarz zrobił swoje, a my wyszliśmy i czekaliśmy już tylko na wyniki. Wróciliśmy do domu. Ja jak zwykle położyłam się na łóżku. Nagle do Neya zadzwonił telefon. Widać było że bardzo cieszył się po tej rozmowie.
- Coś się stało? - zapytałam
- Tata wyzdrowiał! Już wszystko dobrze! - powiedział
- Czyli teraz mogę z tobą wrócić do domu? - zapytałam
- Tak! Teraz tak! - odpowiedział
2 dni później listonosz wrzucił do skrzynki pocztowej kopertę. To były wyniki moich badań. Okazało się że już nic mi nie jest, i potrzebna mi tylko rehabilitacja. Tak bardzo się cieszyłam. Następne miesiące poświęcałam już na rehabilitacji i na Ney'u..... Na początku wahaliśmy się czy zostajemy w Polsce czy wyjedziemy do Barcelony. Ale zdecydowaliśmy że wyjedziemy do Barcelony. Nie chciałam się rozstawać z Martyną i moimi rodzicami... ale Neymarowi wyszło by to na dobre. Ustaliłyśmy z Martyną że zawsze będziemy w kontakcie przez Skype. Czasami też będziemy się odwiedzać. Na początku trudno mi było się pożegnać z Polską.. ale zrozumiałam że warto robić coś szalonego dla ludzi których się kocha. Pierwsze dni były dla mnie trochę trudne. Nie znałam zbyt dobrze języka i... całkiem inne otoczenie do którego dosyć trudno było się przyzwyczaić. Brakowało mi tej biedronki do której zawsze rano wybierałam się na zakupy... tego parku do którego tak często wybierałyśmy się z Martyną... i mojego domu... Ney próbował mnie rozweselać. Zapoznać z swoim zespołem, i z innymi bliskimi dla niego ludźmi żebym nie czuła się samotna. Pierwszy miesiąc za mną. Powoli zaczęłam się przyzwyczajać. Tak bardzo się do siebie przywiązaliśmy, że zaczęłam z nim chodzić na treningi. Pewnego dnia, gdy kolejny raz z rzędu przekroczyłam próg Camp Nou, nie spodziewałam się że ktoś zrobił mi niespodziankę. Na środku stadionu stał Ney. Podeszłam do niego. W tedy się stało. Uklęknął przede mną i zadaj standardowe pytanie.
- ,,Wyjdziesz za mnie?''
Z niecierpliwości oczekiwał słowa ,,Tak'' i oczywiście takie o to też słowo padło w jego stronę. Czułam się najszczęśliwsza na świecie. Ostatni rok nauczył mnie, kochać. Gdy byłam młodsza nie myślałam jak będzie wyglądać moje życie za 3, 5, 10 lat... ale nigdy przez myśl mi nie przeszło że to będzie takie piękne zakończenie... zakończenie pewnego rozdziału w moim życiu... i rozpoczęcie nowego...
THE END...
Pisała: Aron ;3
Do następnego opowiadania ! :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz