Rozdział 1 ''Jestem Cantelle!''
Nazywam się Cantelle Garcia. Mam 17 lat. Co mogę powiedzieć więcej o sobie... każdy powinien kojarzyć moje nazwisko. Jestem jedną z najpopularniejszych nastolatek na świecie! (przynajmniej tak sądzę) Moja mama i jej mąż mają dom mody. Moim marzeniem jest zostanie modelką. Matka obiecała mi, że gdy ukończę 18 lat, będę występować na każdym jej pokazie. Mieszkam w Barcelonie.. uczę się dosyć dobrze.. Nie potrzebuję przyjaciół. Lepiej mi samej. Moja siostra ma na imię Camila ale.. od 2 lat nie mieszka z nami. Wyprowadziła się gdy tylko stała się pełnoletnia. Ogółem najwięcej czasu spędzam na zakupach, pokazach i w salonach piękności.. ostatnio zaczyna mi się to szczerze nudzić..Nadszedł dzień pokazu! No i będę mogła wystąpić. Tak mi obiecała matka. Cały tydzień się przygotowywałam do tego wydarzenia. Już wiem na co będę zwracała szczególną uwagę.
Na początku zaczęło się normalnie. Wydawało się że będzie to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. No tak... wydawało mi się. Nagle zaczęłam się źle czuć. Coś mocno kuło mnie w klatce piersiowej. Mimo tego nie chciałam zrezygnować z okazji wystąpienia na pokazie. Przygotowywałam się, dopieszczałam ale nagle zrobiło mi się tak słabo, że nie ustałam na nogach. Ponieważ pokaz się już zaczął, nie mogłam tak po prostu powiedzieć o tym rodzicom. Wstałam z podłogi ale w tym momencie zobaczyła mnie matka. Była przerażona.
- Co Ci się stało? - zapytała
- Nic... tylko coś nagle zaczęło mnie tu boleć. - odparłam wskazując miejsce w którym odczuwałam ból.
- Cante... napij się czegoś.. nie wystąpisz dzisiaj.. - powiedziała Aniela
- Ale jak to?!!? Obiecałaś mi to! Nie wiesz jakie to dla mnie ważne? - przerwałam
- Nie chcę abyś zemdlała na wybiegu! Pójdę po Michaela. Pojedziecie do szpitala. - rzekła
Byłam całkowicie załamana. Czułam że ona coś wie. Nie przepuściła by takiej okazji abym pokazała się na wybiegu. Ona nigdy nie martwiła się o moje zdrowie. Ważniejsza dla niej była praca. Zresztą zdziwiło mnie to, że poświęciła dla mnie chwilę czasu, zamiast oglądać pokaz. Poszłam za mamą i wiedziałam że tak będzie. Michael nie zareagował dobrze na prośbę Anieli. Musiała wręcz go prosić o to aby zawiózł mnie do szpitala. Byłam smutna, zdenerwowana i jednocześnie miałam ochotę o coś uderzyć. Nie mogłam patrzeć na te modeleczki, które występują... ale beze mnie. Zmierzałam w stronę wyjścia. Opuszczając budynek nagle podbiegła do mnie Aniela.
- Wsiadaj do samochodu. Michael Cię zawiezie do szpitala. I opanuj swoje emocje! Wiesz co teraz mogą sobie o nas pomyśleć? - wykrzyczała.
Po policzkach zaczęła mi spływać łza.
- Maleńka, nie płacz bo twoja tapeta ci spłynie. - parsknął pewien mężczyzna ze śmiechem.
- Spier**laj! - wykrzyczałam i wyszłam z budynku.
Godzinę później. Przyjechałam już do szpitala. Lekarze robili mi jakieś badania. Gdy tylko doktor powiedział mi że powinnam zostać przynajmniej do jutra w szpitalu, czułam się jeszcze bardziej zdenerwowana niż przedtem.
- Już cię zarejestrowałem. Jadę do Anieli. Przyjedziemy do ciebie po pokazie... to znaczy Aniela przyjedzie. - powiedział i opuścił pokój.
- ''Super... po prostu wspaniale... najgorszy dzień w życiu..'' - pomyślałam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co wydarzy się jeszcze później...
Czekałam na matkę 5 godzin... pokaz powinien się już dawno skończyć, a jej nie było. Poszłam spać. O dziwo udało mi się zasnąć w tym całym napięciu. Obudziłam się następnego dnia. W pokoju nie było żadnych śladów po czyjejś wizycie. Zdziwiłam się mocno. Rano do mojego pokoju przywieziono śniadanie.. to znaczy oni to nazywali śniadaniem. 3 kromki chleba, sałatka i jakaś herbata? Co to w ogóle miało znaczyć? Odstawiłam talerz i wyszłam z pokoju. Chodząc po korytarzu natknęłam się na pewną dziewczynę.
- Hej! To ty jesteś córką Anieli Garcii tak? - odparła.
- Oczywiście! Chcesz autograf? - zapytałam
- Nie... ale wczoraj byłam na pokazie twojej mamy razem z moim bratem, widziałam jak uciekałaś i znalazłam to. - powiedziała wręczając mi mój pierścionek.
- A tak... musiał mi spaść kiedy wychodziłam. Dobrze że jesteś uczciwa... jest on dla mnie na prawdę ważny. - odpowiedziałam.
- Wiesz... to nie ja go znalazłam tylko mój brat. Leży w pokoju nie daleko ciebie. Dostał kontuzji podczas dzisiejszego treningu i przywieźli go tutaj. - powiedziała dziewczyna
- Dziś? To która jest w ogóle godzina? - zapytałam zdziwiona.
- 14:00.. dopiero wstałaś co nie?
- Tak ale to nie istotne.. muszę wykonać pewien telefon.. - powiedziałam i zmierzałam w stronę pokoju kiedy nagle zauważyłam mały kiosk a w nim pełno gazet z zdjęciem zniszczonego samochodu... przypominał mi ten Michaela. Podeszłam bliżej i załamał się. Był to artykuł o wypadku samochodowym. Nic w tym nie było by dziwnego gdyby nie to że zauważyłam niepokojące zdanie ,,Aniela Garcia.... nie żyje''.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz