środa, 12 sierpnia 2015

Halcyon Days Rozdział 1

Po co jest życie? To nie jest niezwykła przygoda. To nie jest coś pięknego. To po prostu życie. Dla jednego niezwykłe, dla drugiego dobre, a dla trzeciego złe. Akurat... to ja jestem tą 3. Ludzie zazdroszczą mi bo mam tak bogatą rodzinę, mogę mieć wszystko, taki głos, taką urodę... Po co to komu? Nie masz dobrego życia? Czekaj cierpliwie do końca swoich dni... Ale podczas oczekiwania na koniec możesz sobie gdzieś dorobić, pośpiewać. Narobić sobie wstydu... Zresztą. Mam dopiero 21 lat! Jeszcze będę szczęśliwą mamuśką, która pracuje w firmie która sprzedaje szklanki. Ale póki co to robię drożdżówki i się z tego cieszę. Właśnie jak już tak myślę to powinnam wstać. Za 30 minut jest autobus. Nie chcę się spóźnić. Daniela na pewno będzie na mnie zła. Otworzyłam drzwi białej, drewnianej szafy która codziennie pobudzała mnie swoim zapachem świeżego drewna. Co by dziś tu założyć.... hmmm... zaryzykuję! Niebieska sukienka w czarne grochy a do tego biały kołnierzyk.... heh! Mogłabym być stylistą! A do tego... białe szpilki! Idealnie! Teraz tylko czekać na opinię tych co wcale lepiej się nie ubrali... Odłożyłam moje głupie pomysły na swoje miejsce i założyłam moją ulubioną koszulę i czarny sweter w tym czarne szorty i moje ulubione trampki. Jeszcze tylko lekki makijaż i jestem gotowa! Codziennie wychodzę bez śniadania... lubię czuć głód. Wyszłam z domu przekręcając zamek. Tak, jeżdżę autobusami... na razie nie jestem gotowa na prawo jazdy... Zajęłam swoje miejsce i włożyłam słuchawki do uszu. Uwielbiam to robić! Uwielbiam wyłączyć się na chwilę i zanurzyć w moich myślach. Wysiadłam z autobusu i ruszyłam w stronę piekarni. Na samym początku powitał mnie zapach świeżego chleba. 
Jest tu tak przytulnie, pięknie pachnie... nie ma zbyt dużego kontaktu z ludźmi... dlatego kocham to miejsce! Co z tego że Oda wolałaby żebym zajęła się czymś konkretnym. Tutaj jest moje życie. Daniela przyniosła mi listę rzeczy które muszę jeszcze dzisiaj wykonać. Byłam jej olbrzymie wdzięczna za pracę tutaj. Nie chciałam jej zawieść więc od razu zabrałam się za robotę.
Godzinę później kobieta zawołała mnie abym z nią porozmawiała.
Trochę się denerwowałam. Domyślałam się że pewnie chce mnie za coś ochrzanić. ,,Usiądź!'' - powiedziała
- Słucham, co chciała mi pani powiedzieć? - zapytałam
- Muszę wyjechać. Na jakieś 2-3 tygodnie. Wiem że sama w piekarni sobie nie poradzisz więc poprosiłam mojego syna aby ci pomógł! - odparła po czym wstała i podeszła do okna.
- Z pani synem? No dobrze.. - odpowiedziałam niepewnie. Szczerzę trochę się go bałam. Będzie mnie pewnie chciała z nim swatać... ale trudno. 
- Powinien tu być za niecałą godzinę! Jest mniej więcej w twoim wieku! Na pewno się polubicie! - rzekła Daniela 
-Tak... już to widzę... daruj sobie! - pomyślałam 
Wróciłam i kontynuowałam zadanie. Szło mi już tak dobrze kiedy nagle ktoś wszedł. 
- Cześć, to ty jesteś Stella? - powiedział chłopak
- Tak, ja jestem Stella.... a ty? - zapytałam zdziwiona
- Jestem Marcel! Jak wiesz będziemy ze sobą pracować! - powiedział
Cieszyłam się! Cieszyłam się, że mi się nie podoba! Ale bałam się czy ja podobam się mu. 
Po tym nie wiedziałam co powiedzieć. Kompletnie się zacięłam i chciałam wrócić do pieczenia.
- A, mogłabyś mnie... nauczyć czegoś? Wiesz nie znam się za bardzo! - rzekł 
- Nie masz doświadczenia? To dlaczego się zdecydowałeś na pomoc w piekarni? - zapytałam. Nie wiedział co powiedzieć. Wyobraziłam sobie jego myśli. ,, Bo Daniela powiedziała mi że będę pracować z dziewczyną więc się skusiłem!''  Pomyślałam sobie. 
- Nigdy jej nie zawiodę! - odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. 
- No dobra! Chodź nauczę cię podstaw! - odparłam. Nie miałam na to ochoty. 
- Wsypujesz wszystko do miski i mieszasz... przelewasz do brytfanki i wkładasz do pieca. Chyba nie wydaje się takie trudne?! - powiedziałam
- Nie! Dzięki! Myślę że będzie nam się miło pracować! - powiedział szczerząc się żałośnie. 
Chciałam już nie patrzeć na niego. Najlepiej by było jakby wyszedł. Założyłam słuchawki na uszy i udawałam że go nie słyszę. Plan podziałał i po pewnym czasie po prostu sobie wyszedł. Cudem wytrwałam do końca i wyszłam z niepewnym uśmiechem na twarzy z piekarni. Gdy wróciłam do domu chciałam już tylko podzielić się nowinami z Darią. Moją internetową przyjaciółką. Była dla mnie jak pamiętnik. Mimo iż dzieliły nas kilometry... traktowałam ją jak własną siostrę.
Włączyłam Skype. Przywitałam się. 
- Nie uwierzysz co wymyśliła Daniela! - powiedziałam
- Zamieniam się w słuch! - odparła 
- Ona myśli sobie że dzięki jej wyjazdowi może mnie zeswatać ze swoim synalkiem ,,Marcelem''. 
- Rzeczywiście nie fajnie.... a ładny chociaż? - zapytała chichocząc
- Jest brzydki jak cholera! Niech sobie nie myśli że mną można pomiatać! - powiedziałam
- No to masz poważny problem! Posłuchaj! Mam dobrą wiadomość! W przyszłym tygodniu jadę do Warszawy i może podjadę do ciebie! Co o tym sądzisz? W końcu jesteśmy dorosłe! Już nie musimy błagać rodziców o bilet na pociąg! - kontynuowała rozmowę
- To wspaniale! Dziękuję ci! Bez ciebie ten świat byłby taki nudny i ponury... - odparłam
Po dwóch godzinach rozmowy, chwyciłam gitarę i zaczęłam komponować nową piosenkę. O tym że nie jestem niczyją marionetką! O tym że lepiej trzymać się ode mnie z daleka!
Aron ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz